W piątek jechaliśmy na Openera. Asia, Dani, Poli i ja. Fajnie się jechało wszyscy dobre humorki, wiadomo jechaliśmy na imprezkę. W wiosce Wąsosz jechaliśmy swoim pasem i z przeciwnego pasa gość, który próbował skręcić w lewo, wjechał czerwonym golfem III prościutko pod naszą Omeszkę. Hamulec trach , ciemno kupa dymu poducha na twarzy ... shiza. Pamiętam, że nie mogłem wyjść z samochodu bo wpadliśmy w rów i moje i Daniego drzwi były zablokowane. Otworzyłem szybę wyskoczyłem tutaj mój film się urwał na jakąś minutę. Z relacji Asi wiem, że wyciągałem ją z jakimś kolesiem z samochodu. Jak już ją wyciągnęliśmy to mam gdzieś przebłysk że widziałem jak Dani wychodzi przez szybę. Dani chyba z jakimś kolesiem wyciągnęli Poliego. Poli jako jedyny z nas jechał bez pasów, pewnie dlatego ucierpiał najbardziej. Zaraz była straż i pogotowie chwilkę potem. Pamiętam, że latałem od Asi do Poliego i Daniego i od omegi do golfa, ale co i jak to nie wiem. Pamiętam też słowa Asi jak ją wyciągaliśmy "Gdzie jest kurwa tech chuj co prowadził to auto". Zabrali nas do szpitala w Szubine przebadali, Asię i Polasa prześwietlili bo czuli plecy. Asię wzięli na obserwację u mnie i u Daniego nic nie znaleźli. Poliego zabrali do Bydgoszczy na tomograf bo lekarz dopatrzył się pęknięcia kręgu. W Bydgoszczy potraktowali go tak, że szkoda gadać. "Ma pan pęknięty kręg lędźwiowy. Panie to błahostka my Pana nie przyjmiemy". Nie wierzyłem jak to Poli przez telefon mówił. Na szpital w Szubinie nie możemy narzekać. Mimo że u Asi nic poważnego nie znaleźli zatrzymali ją na obserwację. Nam dali kanciapkę w której mogliśmy przenocować ( pielęgniarka: Panowie tylko po cichu bo tak nie możemy robić ). Fakt, że łóżko było malutkie ale chociaż nas nie spławiali.
W sumie nic poważnego nam się nie stało. Asia ma obite plecy, Poli ma złamany kręg lędźwiowy ale to ponoć nic strasznego ( chodzi porusza się tyle że ból jest na pewno nie miły )i rozciętą powiekę. Ogólnie wszyscy mamy pełno siniaków, obić i zadrapań. No i czujemy odciski pasów.
Z całej sytuacji niesamowicie zachowali się świadkowie wypadku. Pomagali, gasili samochody, dzwonili gdzie trzeba. Straż też zachowała się jak należy. Przy poszkodowanych zaraz po przyjeździe było po strażaku. Pytali się co i jak badali rozmawiali uspakajali. Byli na prawdę pomocni. Pogotowie przyjechało też szybko i też robili swoje. Nawet helikopter był. Na nasze szczęście był potrzebny tylko tym z golfa. Policja to nieporozumienie biegali tam bardziej bezradni niż my. Nie wiedzieli w ogóle kto poszkodowany a kto tylko pomaga interesowało ich tylko zapełnienie notesików. Mnie przesłuchiwało chyba ze 3 razy każdy z osobna. Policjantka nie potrafiła włączyć alkomatu żeby mnie zbadać. W trakcie jak go uruchamiała zdążyłem podejść ze 3 razy do Asi i ze 2 razy do Poliego żeby się zapytać czy wszystko ok. Jak jej się w końcu udało oczywiście miałem 0,0.
Oczywiście Bogu dzięki, że skończyło się to dla nas tak jak się skończyło. Ci z golfa mięli gorzej. Ponoć jeden w stanie ciężkim. A trzech się wyliże.
Uratowała nas Omega, poduszki i dobre hamulce.
Szkoda tylko samochodu bo był fajny :(. Dwa tygodnie jazdy :( i dupa fura skasowana.
Bydgoska policja

