Przez cały dzień szukałem chwili żeby się przespać ale się nie udało. Potem jedna wigilia u Asi kolejna u mnie i ... no i co i już miałem dość. Pełny brzuch, zmęczenie a szkoda gadać. A to dopiero pierwszy dzień i to nie koniec. Pojechaliśmy do Żółwika i Moniki. Gdzie oczywiście byłem zbyt mało asertywny żeby odmówić %. Ale co się uśmialiśmy to nasze. Wróciliśmy nad ranem.
Fotek nie wrzucam bo nie chcę mi się obrabiać. Wrzucę jakoś potem.
//
W końcu coś odgrzebałem jak zwiędnięty szczypior z dna lodówki.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz