Szary zwykły

środa, 12 marca 2008

Dusseldorf - dzień 4 - powrót :(


No wszystko co dobre szybko się kończy więc przyszedł i czas na koniec wyjazdu. Radek załatwił rano blachy. Ania zaprosiła nas jeszcze na obiadek, pozegnalna fotka i do domku :)

Dzięki za gościnę i kolejne dobre wspomnienia.

Motto wyjazdy Na ch.. mi ku... Twoje kwiaty :) Ci co muszą będą wiedzieć o co b.
Posted by Picasa

Dusseldorf - dzień 3

Z 3 dnia jeszcze, żadnej foty nie obrabiałem więc wrzucę później.
Pokrótce opiszę bo to był najspokojniejszy dzień, tak żeby nie zapomnieć.
Oczywiście kac ale na szczęście mniejszy niż wczoraj :).
Mięliśmy jechać do holandi no ale nie wyszło i cały dzień bimbaliśmy na tapczanie. Fajnie tak czasem leżeć i gadać o pierdach wypoczynek w gronie dobrych znajomków bobrze robi :)
Wieczorkiem pizza bro i ziuziu. Ja nic nie piłem w końcu jutro kolejne 850 km na głowie. Tylko szkoda że tak szybko zleciało.

Dusseldorf - dzień 2


Dzień zaczeliśmy na cięzkim kacu (uuu) ale apap + bro dało radę nas sprostować. Radek z Kubą i Bartasem polecieli po samochód. A my z Wiesiem polecieliśmy na flomarkt dzięki uprzejmości Ani która nas obwiozła troszkę po Dusse..
Flomarkt zajebista sprawa mase mniej i bardziej potrzebnych rzeczy rozsypanych na wielkim placu, i ma swój klimat. Było kilka aparacików, szkoda ze nie kupiliśmy :( no ale cóz. Wesiu był w raju bo znaleźliśmy kolesia z całą gamą winyli ładnie posegregowanych :). Asia kupiła lampeczkę bo ta nasza to juz się nie nadaje. Ja szperałem za obiektywami było tego trochę ale zaden nie pasował do nikona :(.
Posted by Picasa

Düsseldorf - dzień 1


Opisuję co prawda z opóźnieniem bo był to tak intensywny wyjazd ze nie było kiedy opisać.
Dojechaliśmy w 8,5 h co jest niezłym czasem. Na dzieńdobry zakręciliśmy się na parkingowym dworcu. Wjechaliśmy na piętrowy parking zeby odszukać drogę do braci S. No i zjechaliśmy spowrotem nie płacąc za postuj (byliśmy na parkingu jakieś 15 s.) przy zjeździe okazało się ze mamy zapłacić 2,5 euro ale szlaban zamknięty przed nami a wyjazd zamknięty za nami no i kicha ani w pród ani w tył. Więc staliśmy jak takie wsiaki na zjeździe heheh. Ale potem Radek z Wiehem udali się z buta na góre i zapłacli nasz bilecik.
Kuba wychaczył nas na mieście i zaprowadził nas do domu. Zmęczeni jak cholera posiedzieliśmy troszkę. I usiedliśmy do picia. No bo jak inaczej trzeba powitać braci S i Dusseldorf. Spiliśmy ż nei był w stanie unieść promili w tym tańcu. Słonko chwyciło go w locie :) heheh dobra pamiątka z lotu. Zajebisty wieczór po ciezkiej podrórzy.
Posted by Picasa

środa, 5 marca 2008

Ale zapier...

Masakra ten tydzień jest spod znaku zapierdzielaj bo Cię zjedzą. Work work work.
Nawet pisać nie ma czasu.

poniedziałek, 3 marca 2008

Wpadło pod myszkę


Przeglądając wpadłem na takie coś.

niedziela, 2 marca 2008

0,5w

Poszło pół weekendu.
Wrrr